Montreux Jazz Festival - o tak!


Wróciłem z festiwalu jazzowego w Montreux. Szalony wyjazd i kilka najfajniejszych chwil w moim życiu.
Cała eskapada odbyła się dzięki uprzejmości firmy Polsound i świetnej organizacji
ze strony tej firmy. Naszym przewodnikiem był Dawid, który zajmuje się firmami DiGiCo i Meyer Sound w Polsce (dzięki!). Dla wyjaśnienia - DiGiCo, Meyer Sound i Shure to firmy, które dostarczają sprzęt nagłośnieniowy na festiwal jazzowy w Montreux. Większość koncertów gwiazd i nie tylko realizowana jest właśnie na tych markach. A brzmienie tych urządzeń - SZOK! Jak z najlepszego, domowego stereo hi-fi ale w dużym wymiarze. Co więcej, ludzie z DiGiCo i Meyer Sound pokazali nam wszystkie swoje konsolety i sprzęt od kulis.




Było dużo muzyki, dużo wrażeń, szwajcarska przyroda z Jeziorem Genewskim i Alpami w roli głównej. Coś się zjadło, co nieco wypiło. Koncerty?

Melody Gardot - wybitnie urzekający koncert (nie mogę się teraz oderwać od płyty The Absence).
Fourplay - zawodowcy do potęgi. Na żywo - opad szczęki, basista nie zagrał pół solówki a to w końcu Nathan East, no i Chuck Loeb - gitara!!!
Herbie Hancock - człowiek wie na czym polega jazz i wie, kogo brać do zespołu (Lionel Loueke).
Leszek Możdżer - potęga fortepianu i krótkie ale szalenie miłe dla mnie spotkanie podczas którego Leszek podpisał mi płytę z muzyką Komedy.
Tony Bennett - usłyszeć " I'm Old Fashioned" w wykonaniu tego gościa i w dodatku na żywca, od razu chce się żyć, do późnej starości.



A to Trombone Shorty & Orleans Avenue których jeszcze ciepły występ na video mogliśmy podejrzeć w domu Claude'a Nobsa, słuchając dźwięku na jednym z najlepszych na świecie systemów Meyer Sound Constellation w wersji mini (!)





W domu szefa festiwalu - zaproszenie trochę z backstage'u i z Piotrkiem z LiveSound'u musieliśmy wjechać kolejką do Caux, 1 kilometr w górę w Alpy, widok z tego domu poniżej na zdjęciu - udało mi się pstryknąć oryginalnego Gibsona Les Paul z roku 1960, wcześniej własność jakiejś gwiazdy, która podarowała instrument Funky Claude'owi (facet jest niesamowity - zbiera m.in. miniatury pociągów, szafy grające, motory które stoją w jego dwóch domach do których zaprasza muzyków i gości na wizyty, drinki i przekąski.  Do tego widział live sceny z kawałka Smoke On the Water i pewnie parę innych niezłych scen też). 


Gość na zdjęciu to Nile Rodgers, którego spotkałem na ulicy w takim stroju jak widać. Dla niewtajemniczonych, to jest człowiek, który stworzył zespół Chic (We Are Family) a później wyprodukował takie płyty jak m.in. Like A Virgin - Madonny, Let's Dance - Davida Bowie i multiplatyny Duran Duran. Producent - legenda i do tego wie, jak fajnie wyglądać idąc do sklepu po kefir na śniadanie.



Montreux to nie tylko muzyka ale i świetne otoczenie, przyroda, sklepy z Rolexami i masa pozytywnie zakręconych ludzi. Całość po złożeniu do tzw. kupy robi niesamowite wrażenie i jak tylko samolot w Genewie oderwał się od ziemi pomyślałem, że Festiwal Jazzowy w tym miejscu to impreza na którą chce się wracać. Przejścia dla pieszych z trzecim - żółtym światłem pośrodku by przyspieszyć we właściwym momencie? O yeah!




Kliknij TEN link a potem obrazek a zagra muzyka! ?