ZVEX Fuzz Factory - test


Fabryka fuzzu to kolejne dzieło sztuki, z warsztatu Zacharego Vexa. Nie byłem zaskoczony, gdy po wyjęciu z pudełka, odwinięciu miękkiej szmatki, w jaką efekty ZVEX są firmowo zabezpieczone zobaczyłem, kolorowy ręcznie pomalowany gadżet.

Zielony, tradycyjny kształt stalowej puszki został ozdobiony kolorowymi napisami przywodzącymi na myśl czasy, gdy fuzzy, kwiaty, miłość i inne psychotropy święciły triumfy w cywilizowanym świecie. Na bocznej ściance efektu podpisał się własnoręcznie nadworny artysta ZVEXa - Myrold. Na spodniej płytce natomiast kontrolę jakości, wraz z datą zatwierdził osobiście właściciel zakładu. To robi wrażenie.
Taki produkt, to zupełnie coś innego niż masówka z Chin czy Tajwanu, przy kupnie której dostaniemy do rąk kolejnego, bezimiennego klona. Efekty z fabryki ZVEX wyglądają na takie z duszą.

Fabryka fuzzów

Fuzz Factory to kombajn do produkcji bzyczącego, charakterystycznego brzmienia. Dlaczego kombajn? W odróżnieniu od innych efektów tego typu, znajdziemy tu aż pięć regulatorów. Zwykłe „fuzzy” mają regulator poziomu zniekształcenia i na tym koniec. W tym przypadku zadbano o wszystko. Konstrukcję oparto na dwóch tranzystorach germanowych. Kostka może być zasilana przy pomocy baterii 9V lub zewnętrznego zasilacza. Ze względu na minimalny pobór mocy najlepiej użyć tej pierwszej opcji. 3mA to wartość prawie znikoma jeśli chodzi o kostki gitarowe i bateria powinna długo wytrzymać.

Począwszy od strony prawej znajdziemy pokrętło głośności Volume. Działa skutecznie wzdłuż całej skali, chociaż odniosłem wrażenie, że w pewnych ustawieniach coś tu jest nie tak. Sprawę wyjaśnił sam projektant w instrukcji obsługi, tłumacząc, że chociaż pięć regulatorów Fuzz Factory opisano konkretnymi nazwami określającymi ich główne funkcje, to jednak wszystkie parametry wzajemnie na siebie wpływają w zależności od ustawienia. I tak, można ustawić głośność, poziom sygnału wyjściowego z efektu na pewną pożądaną wartość, ale kręcąc za chwilę następną gałką zauważymy, że poziom ten uległ zmianie. To trochę tak jakby efekt poczuł klimat psychodelii sprzed lat i pomagał użytkownikowi przenieść się w inny wymiar. Kręcisz, kręcisz i nie wiesz, co za chwilę się stanie. Od razu bardziej polubiłem tę kostkę.

Kolejny regulator Gate pełni rolę bramki szumów obcinającej sygnał na zaznaczonym poziomie. To przydatna funkcja, bo z efektu wydobywa się sporo szumów i specyficznego buczenia/piszczenia po wygaśnięciu sygnału z gitary. Szczególnie w krańcowych ustawieniach różnych funkcji Bramka Szumów w krańcowym położeniu nieźle sprawdza się do ostrej gry riffowej z efektem. Można osiągnąć w ten sposób specyficzny klimat rwanych riffów, które z charkotem gasną natychmiast po ostrych uderzeniach.

Kolejny regulator Fuzz Factory to Compress, czyli funkcja kompresora. Ogólna zasada działania polega na wyrównaniu poziomu pomiędzy atakowanym dźwiękiem a resztą sygnału. W ustawieniu minimalnym dźwięki atakowane (chodzi o uderzenie w strunę) są wyraźniejsze, przy odkręceniu tej gałki w prawo wszystko staje się bardziej wyrównane, a atak łagodniejszy.

Drive odpowiada za zwiększenie przesterowania sygnału. Im dalej w prawo, tym więcej „fuzzu” i ewentualnych sprzężeń. Natomiast funkcja Stab – Stability to dosyć zagadkowy parametr. Nie ma dla tej gałki niewłaściwych ustawień. Wszystko zależy od tego, w jakim położeniu są inne pokrętła. Co ciekawe, można przy pomocy Stab dostroić wysokość sprzężenia zwrotnego do wybranej wysokości - jeżeli komuś na tym w ogóle zależy i używa sprzężeń podczas gry.

Zielony eksperyment
Na samym początku nie łatwo połapać się w tym, jak osiągnąć żądane rezultaty brzmieniowe. Jedynym słusznym ustawieniem, było dla mnie wyregulowanie wszystkich pięciu regulatorów na „godzinę dwunastą”. Na szczęście w notatce informacyjnej, w pudełku znaleźć można kilka różnych przykładów regulacji, które rozjaśniają mrok programowania Fuzz Factory

Nastawy proponowane przez producenta sprawdzają się świetnie w praktyce. Najlepiej efekt sprawdza się w połączeniu z dużym i głośnym wzmacniaczem, jednak trzeba uważać na sprzężenia zwrotne. Ja podłączyłem kostkę kontrolnie do zestawów Laboga Alligator head plus kolumna 2x12 i Marshall z serii AVT z kolumną 4x12 i stwierdzam, że kostka porządnie daje czadu na większej głośności. Zaletą są dobrze przenoszone niskie częstotliwości, co nie zawsze w efektach fuzz jest rzeczą oczywistą. Mocny wzmacniacz i kolumna to do pracy z tą kostką wymarzone środowisko. Można wówczas przyjemnie pohałasować, a nawet dostroić feedback do tonacji utworu.

Ocena
Fuzz Factory nie jest efektem uniwersalnym. Do tego efekt wydaje w pewnych ustawieniach spore szumy. Choć oferowane barwy brzmią nieźle, zasięg jego użycia ograniczy się do zagorzałej grupy fuzzo-maniaków. Jednak uwaga, to brzmienie jest obecnie na topie w kręgach muzyki niezależnej. Dla osób ceniących sobie brzmienie fuzza Fuzz Factory to gratka nie lada. Efekt jest trochę nieprzewidywalny, można przy nim sobie pokręcić. Ze względu na rozbudowaną regulację nie znudzi się po kilku dniach.

Jak zwykle w przypadku efektów ZVEX mamy do czynienia z ręcznie wykonanym urządzeniem, o świetnym brzmieniu i oryginalnym wyglądzie. Nie mam wątpliwości, co do tego, że miłośnicy brzmienia fuzz będą z tej kostki bardzo zadowoleni. To jedna z tych kostek, które kolekcjonerzy efektów gitarowych muszą obowiązkowo mieć w swojej kolekcji.

8/10

Tomasz Hajduk
Super Stereo


ZVEX - strona producenta